niedziela, 26 maja 2013

Cześć... To nie nowa notka, chociaż, wiem, że obiecałem. Leże w szpitalu teraz i nie wiem kiedy będę. Za dużo się działo i nie byłem w stanie nic nowego napisać. Przepraszam was... ;(

wtorek, 21 maja 2013

                                     Is it love?

Godzina 20:35. Zima.  Na dworze jak na Syberii. Samochody szybko pędziły po ulicach. Nigdzie nie można było dojrzeć chociaż małego dziecka lepiącego bałwana. Robiło się już ciemno, więc wszyscy pewnie są w domach. Zbliżały się święta Bożego Narodzenia, wszystkie sklepy były oświetlone przepięknymi lampkami, ustrojone dekoracjami. Niby każdy cieszył się z powodu świąt, ale...
W parku, na ławce, obok fontanny siedział Oscar. Białowłosy chłopak o pięknych jak morze niebieskich oczach. Był ubrany w czarne rurki, czarną bluzkę na ramiączkach i koszulę. Nie czuł zimna. Niczego nie czuł. Po jego bladych policzkach zaczęły spływać  jak małe kryształy łzy. Zaczął nucić pod nosem jakąś melodię. Wstał i poszedł dalej. 
Było już bardzo późno. Oscar spacerował po ulicy. "Dlaczego Oni, a nie ja...Dlaczego?!" Powtarzał wciąż w myślach. Jego rodzice zginęli w wypadku rok temu w święta. Nienawidził tego dnia. Nie mógł pogodzić się z ich śmiercią. 
Jechał jakiś samochód. Nie zwracając uwagi na Oscara przejechał obok niego i ochlapał Go całego wodą. Oscar upadł. Samochód się zatrzymał
- Może byś trochę uważał, co?! - wykrzyczał białowłosy 
Z pojazdu wyszedł niewysoki, czarnooki brunet. 
- J...Ja...Bardzo Cie przepraszam... - powiedział zawstydzony czarnooki chłopak. Podał mu rękę.
Oscar patrzył na niego jak w obrazek. 
- Amm...Nic nie szkodzi...Oscar jestem... - Powiedział podnosząc się.
- Bardzo mi miło, Szymon. Może podwieźć Cie gdzieś? Jesteś cały mokry, brudny, a robi się bardzo zimno. 
- Nie ma takiej potrzeby, poradzę sobie. 
- Oh...A może dasz się przynajmniej gdzieś zaprosić? - zapytał smutno Szymon. 
- Nie. Ja już muszę iść...
Niestety, jedna zdradziecka łza spłynęła niebieskookiemu po policzku i  Szymon to zauważył.
- Ej, ej, no co się stało? - Szymon podszedł do Oscara i odgarnął mu grzywkę z oczu. Nie mógł uwierzyć w to co zobaczył.
- Zostaw! - krzyknął Oscar
Miał całą posiniaczoną twarz, którą chował pod grzywką. 
Szymon złapał Oscara za rękę i pociągnął za sobą do samochodu. 


To tyle jak na dzisiaj. Mam nadzieje, że choć trochę się podobało...